Zdrowy, pełen witamin i mikroelementów egoizm.

Są rzeczy, których nie lubię. Nie lubię brukselki i muzyki folkowej, nie lubię też książek Cobena i liczenia całek, mnóstwa rzeczy nie lubię. Lubię siebie, a przynajmniej się staram. Kamieniem węgielnym minimalizmu jest prosta zasada, jeśli kochasz siebie, to możesz tę miłość przekazać dalej. Z tą akceptacją własnego ja związany jest również zdrowy egoizm, choć dla większości z nas egoizm z założenia jest czymś negatywnym. Piszę to z perspektywy własnych doświadczeń, kobiety, a jeszcze nie tak dawno dziewczyny i dziewczynki, której gdzieś na przestrzeni lat skutecznie wpajano, że ma być najpierw dla innych, potem dla siebie, gotowa do poświęceń, a jak nie to jest samolubem i egoistką, a fee. Nie chcę się uskarżać na metody wychowawcze współczesnego świata, ale chyba damska część czytelników przyzna mi rację, że tak mniej więcej to wygląda. Od lat słyszałam, że egoiści na końcu pozostają zawsze sami, że trzeba bez zająknięcia nieść ratunek i pomoc kosztem swoich planów/marzeń/czasu/dyspozycyjności/snu/itd. I co na to minimalizm? Otóż wszystko sprowadzone jest do prostej reguły, szczęśliwa Ty, to zadowoleni ludzi wokół Ciebie.

Dawno temu przeczytałam w gazecie artykuł dotyczący zachowania młodych mam. Pani psycholog nakreśliła taką oto sytuację, świeżo upieczona mama jest na zakupach ze swoim pacholęciem. Uroczy berbeć drze się wniebogłosy, gdyż jego oczom ukazał się piękny wóz strażacki w kolorze ognistej czerwieni, to byłby 7 dwuślad w jego strażackiej kolekcji, co nie zmienia faktu, że pragnie go ogromnie. Mama ma po dziurki w nosie wszystkiego, tego, że po powrocie musi wziąć się za sprzątanie i pranie, że dzisiaj z pośpiechu przesoliła kotlety, że brzdąc swoim piskiem zaraz wejdzie w pasmo ultradźwięków, że mąż znowu kombinuje jakby się tu wymknąć wieczorem na browara, że teściowa przyjeżdża, że jeszcze okien nie umyła przed świętami i tak dalej. Nagle przed jej oczami staje taki oto cudowny widok, boskie cieliste szpilki, włoska robota, po przecenie, ostatnia para w jej rozmiarze. I pada pytanie psycholożki, co zrobiłabyś na miejscu mamy? Kupiła wóz, aby uszczęśliwić dziecko czy kupiła szpilki uszczęśliwiając siebie? Jedyna i słuszna odpowiedź to (ponoć) „bierz buty i baw się dobrze!” Na początku trochę się obruszyłam, no bo jak to tak, maluchowi żałować na zabawkę, a samej biegać w nowych szpilkach. Psycholożka wyjaśniła, że dla dziecka ważniejsza jest zadowolona mama, (bo owszem, cudowne buty mogą skutecznie poprawić humor) niż kolejna zabawka, która w niedługim czasie wyląduje w kącie.

Czy to by oznaczało, że od teraz powinnyśmy myśleć tylko o sobie i cały świąteczny budżet wydawać na prezenty dla siebie i tylko dla siebie? Nie, nie powinnyśmy, ale nie powinnyśmy też mieć wyrzutów sumienia i tej uwierającej w głowie myśli kiedy zrobimy coś dla siebie albo odmówimy komuś pomocy. Wiem, że to trudne, sama nie należę do grona najbardziej asertywnych osób na ziemi, ale warto próbować, nawet kosztem zagrożenia  pseudoprzyjaźni.

Myślę, że celem większości ludzi jest dążenie do szczęścia, dlaczego więc tak często zdarza się przedkładać szczęście innych ponad swoje?

 

 

 

This article has 1 comments

  1. Łucek

    ja kiedyś doczytałem się teorii, że często myli się egoizm z egocentryzmem – o ile to drugie faktycznie jest niezbyt sympatyczne i odgradza nas od ludzi, o tyle to pierwsze jest właśnie tym logicznym walczeniem o swoje w pierwszej kolejności

    wynika stąd, że egoizm jest pozytywny!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>