Jak nie ulegać chwilowym pokusom.

Praktycznie od 27 grudnia żyjemy w czasie wyprzedaży. Czerwone napisy „Sale” atakują z każdej witryny, a większość z nas nie wie komu wepchnąć swoje pieniądze. Ile razy zdarzyło się, że przechodząc obok koszyczka wypełnionego mnóstwem drobiazgów z czerwoną, „nową” metką okazywało się, że ten oto właśnie puder był tym czego szukałyście przez całe dekady. To samo dotyczy ubrań. Bluzka, no trochę wrzyna się pod pachą, ale przecież do lata schudniemy, a za taką cenę żal nie wziąć… Znany scenariusz? Albo inny, masz zły dzień, włosy nie chcą się układać, jest zimno, but cię obciera, a po powrocie do domu wiesz, że będziesz musiała nadgonić zaległości z pracy. I najnormalniej chcesz dać upust swojej frustracji i kupić sobie coś ładnego, ot tak na pocieszenie, bo tobie też się coś od życia należy. Albo wydajesz pieniądze, bo… możesz. Kupujesz bezrefleksyjnie tylko dlatego, że cię stać, więc dlaczego nie?

Jeśli któraś z przedstawionych sytuacji jest ci bliska, odpowiada ci to i nie widzisz żadnego problemu, to świetnie, nie musisz czytać dalej. Najważniejsze to żyć ze sobą w zgodzie. Jeżeli jednak masz później wewnętrzny wrzód sumienia, albo jesteś zła na siebie, bo znów uległaś czerwonej metce, to mam 3 sprawdzone sposoby, jak nieco tę niekontrolowaną konsumpcyjną rozpustę ograniczyć.

1. Zrób zdjęcie, wróć do domu i spójrz na nie za tydzień.
Znalazłaś coś ładnego, na-tę-chwile-niezbędnego, lecz głos zdrowego rozsądku podpowiada, żeby jeszcze to przemyśleć. Wyciągasz telefon, robisz zdjęcia i wrzucasz do folderu prawie-MUSThave. Jeśli dana rzecz śni ci się po nocach przez kolejne 5 dni, wróć do sklepu i to kup. Natomiast, jeżeli po jakimś czasie zaglądniesz do rzeczonego folderu i się zdziwisz, że w ogóle to tam trafiło, to będzie oznaczało, że wspólna przyszłość nie była wam pisana.

2. Cena = czas do namysłu.
Każde wydane przeze mnie 100 zł, równe jest 3 dniom na zastanowienie się. Chodzi tutaj głównie o większe wydatki, czyli np. coś „super, ekstra, ja to chcę!” kosztuje 500 zł, więc daje sobie ok 2 tygodnie, żeby to jeszcze przemyśleć.

3. Zużywam, zanim kupię następne.
Mam duży problem z książkami i gdyby nie resztki instynktu samozachowawczego, wszystkie pieniądze wydałabym w księgarni. Ostatnio podczas porządków, naliczyłam 17 książek z mojej biblioteczki, które czekają na przeczytanie, ewentualnie na dokończenie. To dużo. Postanowiłam zatem ogłosić post książkowy, aż do momentu kiedy zejdę z tej liczby. Żeby o tym nie zapomnieć, zmotywować się odpowienio i mieć stały podgląd na ilość książek to przeczytania przykleiłam w widocznym miejscu (u mnie to stary piec kaflowy, który jednocześnie służy mi za tablicę) 17 kawałków kolorowej taśmy. Z każdą skończoną książką odrywam kolejny pasek i cieszę się z małego kroku do przodu.
Tę metodę można zastosować do wszystkiego czego macie w nadmiarze, a kupujecie kolejną, podobną rzecz. Perfumy, super, eko, bio, natural kremy i szampony itd.

Wszystkie metody stosuję w codziennym życiu i całkiem nieźle się sprawdzają. Okazuje się, że miłość od pierwszego wejrzenia do rzeczy na wystawie, to najczęściej chwilowe zauroczenie, trwające tyle ile dojście do kolejnego sklepu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>