Wraz z początkiem nowego roku obiecałam sobie, że ten będzie upływał pod znakiem dobrych, wartościowych momentów i rzeczy, że nie zniżę się do poziomu bylejakości i rozmemłania. Od razu zaznaczam, że w myślach wygląda to na znacznie łatwiejsze i choć zdarzyło mi się niejednokrotnie ponieść porażkę to nadal walczę (w końcu mamy dopiero kwiecień). Zaczęłam od tego, że dbam o swój sen, jego jakość i długość. Przynajmniej ten podpunkt zawsze mi wychodzi znakomicie i jestem stale zmotywowana, żeby iść spać wcześniej niż później. +1 dla mnie w drodze na szczyt ;). Codziennie budzę się po 5, po nieco ponad 7 godzinach snu, co gwarantuje mi dobre samopoczucie i wystraczająco dużo energii, żeby przetrwać cały dzień na jednej, no może dwóch kawach. Ma to oczywiście swoje minusy, nigdy nie widziałam wieczornego filmu od początku do końca, nawet seriale muszę dzielić na dwie części, niemniej jednak opłaca się, po kilku tygodniach wysypiania się widzę dużą różnicę w porównaniu do czasu nieregularnego snu. Co ważne to chodzić spać i wstawać o tej samej porze również w weekend. Brzmi jak szaleństwo, ale gnicie w łóżku do 12, gdy wstaje się w ciągu tygodnia przed 6 powoduje kiepskie samopoczucie i potworny ból głowy. Nie polecam.
Kolejną rzeczą jest myślenie o przyszłości, pod kilkoma względami- tym co założę jutro, co zjem, zadbanie o niezależność finansową, zdrowie, swój rozwój. Wzięcie przyszłych spraw pod rozwagę teraz, gwarantuje brak bylejakości w przyszłości. Brzmi to całkiem rozsądnie. Moim małym sukcesem jest fakt, że codziennie mam coś do zjedzenia na śniadanie, co sprawiało trochę kłopotów jeszcze do niedawna. Jeśli chodzi o domowy budżet to jeszcze się on tu pojawi, gdyż od pewnego czasu stosuję bardzo proste rozwiązania, dzięki którym panuję nad uciekającymi w każdym kierunku złotówkami.
Trzy. Nie spóźniam się. Zawsze miałam z tym problem. Spóźniałam się najpierw na lekcje w liceum, potem na zajęcia na studiach, na pociągi i autobusy, raz prawie na samolot. Kiedyś spóźniłam się o dobę na wyjazd na Mazury. Spóźniam się na spotkania i do pracy, nie mówiąc już o „dobrym wejściu” na impręzę nieco po jej rozpocząciu. Nie, ja po prostu się na nią spóźniam, bo mam czas na wszystko… A to jest fatalne, oznacza brak szacunku dla siebie i ludzi z którymi wiąże cię dane umówione miejsce i czas. Spóźnianie jest bylejakie i nie ma na nie miejsca w tym roku. O dziwo, odkąd wzięłam się na serio za poprawianie drobnych rzeczy, które zawsze mi przeszkadzały, ale nie miałam ani głowy do tego, żeby nad nimi zapanować, ani za bardzo chęci to zauważyłam jak mikro zmiany prowadzą do makro rewolucji. I tak oto od dłuższego czasu nigdzie się nie spóźniłam (a przynajmniej nie z powodu mojego zaniedbania), a rano mam jeszcze czas, żeby posłać łóżko. Dla niektórych to może nic takiego, ja rozpatruje to w kategoriach cudu :)
O całej reszcie nierozmemłanych rzeczy będzie później. I chyba należą się Wam drobne przeprosiny. Wiele osób pytało co to za długa, wręcz nieprzyzwoita przerwa. Mam usprawiedliwienie na pierwsze dwa tygodnie nieobecności, na resztę niestety nie. Obiecuję, że już nie będę takim bezczynnym pierogiem i Was nie zostawię na tak długo.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>