Oko za oko, sweterek za sweterek

Już od dłuższego czasu praktykuję prostą zasadę, jedna rzecz wchodzi to inna wychodzi. Chociaż tak naprawdę to działa raczej w drugą stronę.
Najpierw nieśmiało zaczęłam to stosować odnośnie kosmetyków. Teraz wydaje mi się to dość niezwykłe, ale jeszcze do niedawna posiadałam 10 różnych balsamów do ciała, 4 szampony i 5 kremów do twarzy. Hmm to raczej dziwne z uwagi na fakt, że mam tylko jedną twarz… Wracając do rzeczy, do dzisiaj korzystam ze swoich zapasów i tych pielęgnacyjnych i tych makijażowych, a widząc ile zajmuje zużycie np. całego różu w kamieniu, skutecznie mnie to zniechęca przed bezmyślnym zakupem kolejnego, bo wiem, że pewnie dotknie on denka, kiedy moje wnuki pójdą na studia.
Podejście „jeden za jeden” rozwiązuje też problem z magazynowaniem. Dopiero kilka lat temu dotarło do mnie, że powierzchnia składowania rzeczy nie rozszerza się wraz z kolejnymi nabytymi dobrami i żadna cudowna moc nie sprawi, że w pod osłoną nocy wyrośnie mi w mieszkaniu kolejny pokój, więc jeśli chcę uniknąć za jakiś czas przechodzenia przez nie jak przez labirynt, to warto w jakiś sposób rozwiązać problem kolejnych przedmiotów.
Następną zaletą takiego podejścia jest wyeliminowanie zakupu przedmiotów zbędnych, na rzecz sporządzania listy czego naprawdę nam brakuje. Sweterek z jelonkiem i różowe body przez przypadek wróciły z Wami do domu? Ze mną czasem wracały, na szczęście to już minęło ;) Pewnie wiele z Was pomyśli, „no dobra, a ile razy było tak, że czegoś szukałam i w żadnym sklepie jak na złość nie mogłam tego dostać”. Faktycznie tak mogło być, jakieś… 25 lat temu. Obecnie, kiedy na każdym rogu stoi super, hiper, gigamarket z tysiącem sklepów, do tego internet i darmowa wysyła z każdego końca świata dość trudno mi uwierzyć w ten argument. Ja swoją jesienną listę już mam w skład, której wchodzą wygodne buty za kostkę, utra miękki sweter utkany z chmurki (albo stowrzony w laboratorium NASA) z COSa i srebrne kolczyki tej samej firmy. To na chwilę obecną wszystko czego brakuje mi do szczęścia i chętnie się z Wami podzielę moim „jeden za jeden” już po zakupach.
Ostatnia rzecz jaka sprawia mi radość w tym podejściu do nabywania kolejnych przedmiotów to zużywanie. Nie ma większej przyjemności niż świadomość, że rzecz którą się kupiło się nie zmarnowała, nie leży na dnie  szafy albo nie stoi smętnie na półce w łazience, tylko faktycznie z niej korzystamy. Dobrze jest wiedzieć, że dokonujemy coraz to bardziej świadomych wyborów, a nasze zakupy nie są wynikiem zabiegów marketingowych albo niezidentyfikowanych podszeptów, że sweterek z jelonkiem to rzecz absolutnie trendy-feszyn i musimy go mieć.

This article has 4 comments

  1. Batmaniastaa

    Przedstawiam płeć „piękną” i również ten pogląd, robię tak ze wszystkim, jedyne z przedmiotami użytkowymi to wolę najpierw kupić zamiennik, a potem wyrzucić, bo później okazuje się że dana rzecz została wyrzucona a nowa, jeszcze nie kupiona… co niestety w przypadku niektórych rzeczy jest to problematyczne… 

    1. minimalfest

      Oj tak, miałam podobne doświadczenie, kiedy radośnie wyrzuciłam połamanego mopa, a potem przez tydzień nie miałam czym umyć podłogi, bo zawsze było mi nie po drodze po nowego. Dobra lekcja na przyszłość.

Odpowiedz na „minimalfestAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>