To jest, kurde trudne…

Jest coś magicznego w zdjęciach metamorfoz. Oglądasz najpierw dziewczynę z boczkami zlewającymi się w jeden obły boczek, smętnie zwisającymi pośladkami, wyglądającymi tak smutno, że masz ochotę powiedzieć im, żeby się nie martwiły, że jeszcze wszystko się ułoży. I nagle BUM! 3 cm w prawo i jest, niby ta sama osoba, ale jakby wygrała w totka. Z boczków zostało już tylko b, pośladki pół metra wyżej, a ich geometria, aż zawstydza swoją krągłością. I tak oto stoi wynik upływu czasu, w końcu napisane jest przed- luty 2016, po- lipiec 2016. Dla niej czas zdecydowanie okazał się łaskawy, bo ja przez ostatnie 5 miesięcy zrzuciłam, co najwyżej, brudne ubranie do prania.

I kiedy tak sobie przewijam profil Ewy Ch. i każdej innej fitbogini facebooka, to jedyne co przychodzi mi na myśl, że to wszystko jest takie proste. Smoothie w dłoń, chia na mleku migdałowym na drugie danie, uśmiech, sportowa torba na ramieniu i już za 5 miesięcy uniesionymi pośladkami wybiję sobie zęby. Potem przychodzi „ten poniedziałek” zmieniający wszystko w dotychczasowym życiu, chia się chłodzi w lodówce, borówki amerykańskie w pudełeczku czekają na spotkanie z owsianką i wszystko idzie idealnie zgodnie z planem, idealnie, jak płaski brzuch Ewy. We wtorek wracam później z pracy z bólem głowy i tak głodna, że mam ochotę od progu zjeść kota, bo taki ciepły i miękki, po drodze kupiłam buły w lidlu, ale z otrębami, żeby sumienie widziało zdrowe otręby… i jem. Nagle jest 21 i już mi się nie chce gotować przez najbliższe 2 godziny zdrowego posiłku do pracy. Środa, oprócz pierogów zjedzonych w pracy staram się myśleć pozytywnie i wracam z nową energią, obiad ugotowany, trening zaliczony, a dokoła śpiewają chóry na cześć bohaterki – mnie. Czwartek podobnie, zdrowe jedzenie ze środy, zakwasów jeszcze nie ma, to można iść pobiegać, bo pośladki się same nie zrobią. I przychodzi piątek… Nagle okazuje się, że moi znajomi nie chcą być fit i za kilka miesięcy inspirować tysięcy ludzi w internecie, mama upiekła murzynka na niedzielę, na rynku jest festiwal food trucków i promocja na lody jogurtowe z mango w Tesco. Wtedy upadam na samo dno węglowodanowego piekła. I mam żal, ogromny żal, bo Ewa nie mówi, że będzie ciężko. Pani z metamorfoz nie zająknęła się nawet o tym, że do tego cholernego pudełeczka trzeba sobie zrobić to jedzenie, nawet jak jesteś zmęczona, jest późno, a ty masz zaległą pracę w domu. I niby logiczne jest, że formy nie zrobisz w tydzień, że za tym wszystkim stoi pot i zakwasy, czasem zdarta skóra z rąk i niezbyt ładny zapach spod pachy, ale jakoś ciężko w to wszystko uwierzyć. Od dawna świat w którym żyjemy przyzwyczaja nas, że wszystko dostajemy od ręki. Nowość wydawnicza? Ściągasz ebooka. Jesteś głodna? Zaraz ktoś przywiezie ci pizze. Wyprzedaże w sklepach? Teraz nawet nie trzeba tam jechać, można wszystko zamówić z dostawą do domu. I choć ma to miliony plusów, bo zostaje dużo więcej czasu na oglądanie filmików z kotami w internecie, to jednak trochę rozleniwia oraz kurczy i tak już wątłą cierpliwość.
* dodaję zdjęcie swojego kota na dowód tego, że faktycznie jest ciepły i miękki.

This article has 2 comments

Odpowiedz na „demolkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>